Supries! W końcu udało mi się napisać rozdział 4 "Króla Wampirów" <3 Matko jak z tym długo zwlekałam, ale dzisiaj o godzinie 20:00 będziecie mogli przeczytać co tam nabazgrałam 😉 Chcę wam też powiedzieć, że Król Wampirów ma już 30 stron, wiem to nie ma czym się tu chwalić xD ale dla mnie ma to znaczenie O.O A tutaj mam dla was, krótki fragmencik:


"- Po co ci tyle rzeczy? - spojrzała na wszystkie swoje klamoty.

- W walizce mam ubrania, w jednej torbie tak samo plus do tego kosmetyki, a w tej torbie mam laptopa. - pomachała mi przed oczami teczką.

- Przecież ja mam swój to możemy się podzielić przecież.

- Ja wolę swój. - przerzuciła swoje blond włosy na plecy i odwróciła się w stronę postoju sprawdzającym bilety lotnicze. Przewróciłam oczami i po krótkich mamrotach do samej siebie dołączyłam do przyjaciółki. Miła pani sprawdziła nasze bilety i ręką pozwoliła wsiąść do samolotu życząc przy tym miłej podróży. Razem z blondynką podziękowaliśmy jej z uśmiechem. Sprawdziłam na karcie jaki mam numer miejsca. Szturchnęłam Camille palcem w ramię. Dziewczyna obróciła się do mnie, a ja wskazałam jej palcem gdzie mamy pójść. Wybraliśmy siedzenia na samym tyle. W autobusach, tramwajach czy pociągach zawsze siedzieliśmy na tylnych siedzeniach, bo to lubiliśmy. Schowaliśmy swoje bagaże na górną półkę i zajęliśmy obok siebie miejsca. Ja zasiadłam przy oknie, a Camille w środku. Obok niej było jeszcze wolne miejsca.

- Mam nadzieje, że nikt się do nas nie przysiądzie. - szepnęła do mnie obserwując pasażerów, którzy jeszcze nie odnaleźli swoich miejsc. - Nie lubię jak ktoś obok mnie siedzi. - spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.

- Ja siedzie obok ciebie. - zmarszczyłam brwi. Machnęła ręką i powróciła do badania wzrokiem podróżnych. Przewróciłam oczami wkładając słuchawki do uszów. Odblokowałam swojego IPhone i włączyłam playlistę na Spotify. Tym samym sposobem odcięłam się na dalszą podróż od zbędnego gadania Camille i jej zimnego spojrzenia na tych biednych ludzi. Samolot ruszył z miejsca i już po chwili mogłam poczuć jak unosimy się do góry. Spojrzałam przez okienko i zobaczyłam małe budynki Seattle. Uśmiechnęłam się do siebie. Londyn, lecę do ciebie."